AMG-trans.eu

Czas jazdy i odpoczynki w busach 2,5–3,5 t: co zmieni się w planowaniu tras po tachografach

Wnętrze kabiny busa dostawczego o DMC 3,5 tony wyposażonego w tachograf cyfrowy – od lipca 2026 r. takie urządzenie będzie obowiązkowe w lekkich pojazdach w transporcie międzynarodowym.

Od 1 lipca 2026 roku branżę transportową czeka fundamentalna zmiana – tachografy staną się obowiązkowe w „busach” o dopuszczalnej masie całkowitej 2,5–3,5 tony wykonujących międzynarodowy przewóz rzeczy (w tym kabotaż) . Oznacza to objęcie kierowców tych pojazdów tymi samymi regulacjami czasu prowadzenia, przerw i odpoczynków, jakie od lat obowiązują kierowców ciężarówek . W praktyce „ery tachografu” dla busów wpłynie na każdy aspekt planowania tras: od sposobu kalkulacji czasu przejazdu i doboru obsady, przez koszty i stawki za zlecenia, po procedury operacyjne przewoźników. Poniżej przedstawiamy eksperckie opracowanie tych zmian – dedykowane dla przewoźników busowych, spedytorów i dyspozytorów planujących trasy w UE – wraz z dobrymi praktykami oraz omówieniem ryzyk i sposobów ich minimalizowania. Uwzględniamy wszystkie kluczowe przepisy (w tym kabotaż w UE) i pokazujemy, jak firma taka jak AMG-Trans dostosowuje proces operacyjny do nowych wymogów.

A. Nowa „matematyka trasy”

Wprowadzenie tachografów do busów 2,5–3,5 t wymusza nowy sposób kalkulacji czasu przejazdu – można to nazwać nową „matematyką trasy”. Dotychczas planując ekspresowy przewóz busem, dyspozytor mógł zakładać niemal ciągłą jazdę (ograniczaną głównie potrzebami kierowcy lub wymogami klienta). Teraz jednak każda trasa musi być zaplanowana zgodnie z narzuconymi limitami czasu jazdy i obowiązkowymi odpoczynkami, co znacząco zmienia podejście do ustalania ETA i organizacji przejazdu.

Bufory czasowe i realistyczne ETA. Po wprowadzeniu tachografów planowanie czasu przejazdu wymaga uwzględnienia obowiązkowych przerw i postojów, a także rezerwy na nieprzewidziane zdarzenia. Zgodnie z przepisami kierowca busa (podobnie jak ciężarówki) może prowadzić pojazd maksymalnie 4,5 godziny bez przerwy, po czym musi zrobić co najmniej 45 minut pauzy . Łączny dzienny czas jazdy jest ograniczony do 9 godzin (z możliwością wydłużenia do 10 godzin dwa razy w tygodniu) . Ponadto po zakończeniu doby pracy kierowcę obowiązuje minimalny dobowy odpoczynek 11 godzin (może być skrócony do 9 godzin najwyżej trzy razy w tygodniu) oraz regularne odpoczynki tygodniowe (45 godzin, z opcją skrócenia do min. 24 godz. w co drugim tygodniu) . Te twarde limity oznaczają, że ETA musi być wyliczane nie tylko na podstawie dystansu i średniej prędkości, ale także z uwzględnieniem pauz i noclegów. Dobrą praktyką jest dodawanie bufora czasowego – np. 30–60 minut – przed planowanym końcem dziennego czasu jazdy, aby kierowca miał margines na znalezienie parkingu lub drobne opóźnienia bez ryzyka naruszenia przepisów. Planowanie „na styk” jest teraz zbyt ryzykowne, bo nawet krótki zator drogowy może sprawić, że kierowcy skończy się dozwolony czas jazdy zanim dotrze do celu lub bezpiecznego miejsca postoju.

Bufory czasowe i realistyczne ETA. Po wprowadzeniu tachografów planowanie czasu przejazdu wymaga uwzględnienia obowiązkowych przerw i postojów, a także rezerwy na nieprzewidziane zdarzenia. Zgodnie z przepisami kierowca busa (podobnie jak ciężarówki) może prowadzić pojazd maksymalnie 4,5 godziny bez przerwy, po czym musi zrobić co najmniej 45 minut pauzy . Łączny dzienny czas jazdy jest ograniczony do 9 godzin (z możliwością wydłużenia do 10 godzin dwa razy w tygodniu) . Ponadto po zakończeniu doby pracy kierowcę obowiązuje minimalny dobowy odpoczynek 11 godzin (może być skrócony do 9 godzin najwyżej trzy razy w tygodniu) oraz regularne odpoczynki tygodniowe (45 godzin, z opcją skrócenia do min. 24 godz. w co drugim tygodniu) . Te twarde limity oznaczają, że ETA musi być wyliczane nie tylko na podstawie dystansu i średniej prędkości, ale także z uwzględnieniem pauz i noclegów. Dobrą praktyką jest dodawanie bufora czasowego – np. 30–60 minut – przed planowanym końcem dziennego czasu jazdy, aby kierowca miał margines na znalezienie parkingu lub drobne opóźnienia bez ryzyka naruszenia przepisów. Planowanie „na styk” jest teraz zbyt ryzykowne, bo nawet krótki zator drogowy może sprawić, że kierowcy skończy się dozwolony czas jazdy zanim dotrze do celu lub bezpiecznego miejsca postoju.

Planowanie punktów postoju. Skoro przerwy i odpoczynki są obowiązkowe, dyspozytor powinien z góry wyznaczać punkty, w których kierowca zatrzyma się na pauzę lub nocleg. Najlepiej wybierać z wyprzedzeniem bezpieczne i wyposażone parkingi (np. MOP-y na autostradach, strzeżone parkingi ciężarowe) w odległościach odpowiadających 4–4,5 godziny jazdy od siebie. Dzięki temu kierowca wie zawczasu, gdzie planowo ma się zatrzymać, co zmniejsza stres i ryzyko przekroczenia limitu w poszukiwaniu miejsca. Zarządzanie ryzykiem parkingowym staje się istotnym elementem trasy – oznacza to np. przygotowanie alternatywy, gdyby preferowany parking był przepełniony albo nieczynny. W praktyce dyspozytorzy coraz częściej korzystają z aplikacji i systemów telematycznych monitorujących obłożenie parkingów, aby na bieżąco korygować punkty postojów. Niezmiennie ważne jest też, by planować odpoczynki dzienne (nocne) w miejscach zapewniających możliwość realnego wypoczynku kierowcy. W razie dłuższych tras trzeba przewidzieć nocleg – czy to w kabinie (większość busów nie ma wygodnej leżanki, ale kierowcy często improwizują z rozłożeniem foteli lub korzystają z tzw. mikrokabin sypialnych montowanych nad kabiną) czy w hotelu. To również musi być wkalkulowane w trasę (czas na zjazd z trasy do hotelu, koszt noclegu itp.).

Zmiany kierowców i podwójna obsada. Nowe realia odpowiedzą także na pytanie „kiedy jedna obsada przestaje wystarczać”. Wcześniej przewozy ekspresowe 24/7 często realizowano jednym kierowcą jadącym non-stop (łamiąc przy tym przepisy krajowe o czasie pracy, lecz trudnym do wykrycia bez tachografu). Od 2026 r. to niemożliwe – jeśli zlecenie wymaga niemal ciągłej jazdy, potrzebna będzie druga obsada. Podwójna załoga (dwóch kierowców) w busie pozwoli znacząco wydłużyć dzienny dystans, ponieważ kierowcy mogą prowadzić na zmianę. Przepisy UE zezwalają, by przy co najmniej dwóch kierowcach w pojeździe łącznie prowadzić nawet do 20–21 godzin na dobę przed obowiązkowym odpoczynkiem dziennym . Warunkiem jest, że każdy z kierowców w załodze przestrzega indywidualnych limitów (maks. 4,5 godz. ciągłej jazdy zanim zmieni go kolega, 9 godzin dziennie, itd.), ale podczas gdy jeden prowadzi, drugi może w tym czasie odbierać wymaganą przerwę w pojeździe . Taka organizacja pracy pozwala utrzymać pojazd w ruchu prawie non-stop – z krótkimi przerwami na tankowanie czy toaletę – co jest niezbędne przy najpilniejszych dostawach „door-to-door” w 24 godziny. Dyspozytor musi więc ocenić, kiedy potrzebna jest podwójna obsada: najczęściej wtedy, gdy trasa przekracza ~9 godzin efektywnej jazdy, a klient wymaga dostawy bez nocnej przerwy. Przykładowo, transport ładunku z Polski do południowej Francji (ok. 1600 km) nie może być zrealizowany legalnie w ciągu 24 godzin przez jednego kierowcę – potrzebnych byłoby co najmniej ~18–20 godzin jazdy plus wymagane odpoczynki, co wydłuża czas tranzytu do dwóch dni. W takiej sytuacji, aby spełnić oczekiwania „ekspresu”, konieczna będzie dwójka kierowców lub zaplanowana zmiana kierowcy w trasie. Innym rozwiązaniem bywa „relay”, czyli przesiadka – np. pierwszy kierowca dojeżdża do ustalonego punktu pośredniego, gdzie czeka drugi wypoczęty kierowca, który przejmuje pojazd i jedzie dalej. Takie zmiany kierowców należy jednak bardzo dokładnie zaplanować (miejsce, czas, ewentualny pojazd transferowy dla zmiennika) i uwzględnić w harmonogramie.

Podsumowując, „matematyka” planowania tras po wprowadzeniu tachografów będzie zupełnie inna niż dotychczas. Trzeba kalkulować nie tylko kilometry, ale też minuty pracy i odpoczynku. Każda trasa staje się de facto układanką z klocków 4,5-godzinnych odcinków jazdy przedzielonych pauzami, a do tego dochodzą dłuższe przerwy dobowe. Dyspozytorzy muszą opanować tę układankę, inaczej narażą firmę na ryzyko kar za naruszenia. Jak wskazują eksperci, kluczowe będzie przeszkolenie nie tylko kierowców, ale także osób planujących trasy, by dogłębnie poznały te skomplikowane przepisy i umiały je stosować w praktyce .

B. Wpływ na koszty i stawki (konkretnie, bez ogólników)​

Wdrożenie limitów czasu pracy busów nie pozostanie bez wpływu na koszty operacyjne oraz kalkulację stawek za przewozy. Niestety, większa kontrola równa się mniejsza efektywność jednej jednostki transportowej, a to z kolei przekłada się na wzrost kosztów – muszą one zostać uwzględnione w stawkach dla klientów. Poniżej analizujemy skąd dokładnie bierze się wzrost kosztów i w jakich rodzajach zleceń presja cenowa będzie największa.

Czas to pieniądz – dłuższy tranzyt, wyższy koszt. Najbardziej oczywistym czynnikiem jest wydłużenie czasu realizacji niektórych przewozów. Gdy kierowca nie może prowadzić tak długo, jak wcześniej bywało, transport trwa więcej godzin lub dni, zanim towar dotrze do celu. A każdy dodatkowy dzień w trasie to konkretne koszty: wynagrodzenie kierowcy za kolejną dobę pracy, dieta lub ryczałt za nocleg, amortyzacja pojazdu, ubezpieczenie ładunku na dłuższy okres itd. Przykładowo, trasa 1000 km, którą dotąd niektórzy kierowcy pokonywali „na raz” (np. w ~12–14 godzin ciągłej jazdy), teraz zgodnie z prawem musi zostać podzielona na dwa dni (np. ~9 godz. jazdy + nocleg + kolejne 3–4 godz. jazdy). Taki przewóz zajmie więc łącznie np. 30 godzin zamiast 15 – odbiorca dostanie towar dzień później, a przewoźnik poniesie koszt dodatkowego dnia pracy kierowcy i postoju pojazdu. Jeśli klient wymaga utrzymania krótkiego czasu dostawy, przewoźnik będzie zmuszony podstawić dwóch kierowców, co również oznacza istotnie wyższy koszt (wynagrodzenie drugiego kierowcy, często dodatkowy powrót lub logistykę zmiany). W każdym przypadku koszt jednostkowy przewozu rośnie, bo albo wydłuża się czas trwania zlecenia, albo angażujemy większe zasoby ludzkie.

Postoje i przerwy – ukryte koszty operacyjne. Choć sama 45-minutowa przerwa kierowcy w ciągu dnia nie generuje bezpośredniej opłaty (poza ewentualnie zużyciem paliwa na klimatyzację czy ogrzewanie postojowe), to wpływa na wydajność pracy. W ciągu typowej 9-godzinnej zmiany kierowca „traci” co najmniej 45 minut na obowiązkowy postój, w którym pojazd nie przemieszcza się z ładunkiem. To ok. 8% dnia pracy – w skali tygodnia oznacza to, że realnie auto może przejechać mniej kilometrów niż wcześniej planowano przy nieprzerywanej jeździe. Dla przewoźnika oznacza to mniejszy przychód per dzień per pojazd, co musi zostać zrównoważone wyższą stawką za kilometr lub za zlecenie. Ponadto dochodzą koszty infrastruktury postojowej: w niektórych miejscach za skorzystanie z bezpiecznego parkingu trzeba zapłacić, kierowca w trakcie pauzy często korzysta z toalety, prysznica, kupuje posiłek – te wydatki mogą wydawać się drobne, ale w skali roku i floty rosną do istotnych kwot. Jeśli kierowca musi odbyć nocny odpoczynek dobowy poza bazą, dochodzi koszt noclegu (chyba że śpi w aucie). Czas to także ryzyko utraty świeżości ładunku – np. przewóz towarów wymagających kontroli temperatury dłuży się przez postoje, zwiększając zużycie paliwa przez agregat chłodniczy, itd. Wszystkie te „rozproszone” koszty postoju finalnie wpływają na ekonomikę transportu.

Dodatkowa obsada – podwojenie kosztów personalnych. Wspomniana konieczność angażowania dwóch kierowców do części zadań oznacza znaczący wzrost kosztów płacowych na dane zlecenie. O ile jeden kierowca w busie mógł dotychczas przewieźć ładunek na dystansie np. 1500 km samodzielnie (choćby niezgodnie z przepisami), o tyle teraz legalnie musi to zrobić w duecie albo z przerwą na odpoczynek dobowy. Opcja z podwójną załogą jest szybsza, ale koszt dwóch kierowców (pensje, diety) jest ok. dwukrotnie wyższy niż jednego. Co więcej, dochodzą koszty organizacyjne – np. koordynacja powrotu drugiego kierowcy z trasy (chyba że jechali razem w tę i z powrotem, ale to i tak oznacza brak możliwości obsługi dwóch oddzielnych pojazdów w tym czasie). Być może część firm zdecyduje się na model, gdzie kierowcy jeżdżą parami rotacyjnie przy najdłuższych trasach – to jednak nadal oznacza mniejszą efektywność wykorzystania personelu (dwóch ludzi do jednego pojazdu zamiast do dwóch). Wszystko to siłą rzeczy wymusza uwzględnienie tych kosztów w stawce dla klienta za usługę ekspresową. Alternatywą jest wydłużenie czasu dostawy (jedna załoga z noclegiem), ale wtedy pojawia się presja ze strony klienta – czy zaakceptuje on dłuższy transit time bez zmiany ceny? W wielu pilnych transportach może być to trudne.

Ryzyko kar i koszty zgodności. Kolejnym komponentem wpływającym na ceny jest ryzyko finansowe kar za naruszenia oraz koszty związane z zapewnieniem zgodności (compliance). Po wprowadzeniu tachografów każde wykroczenie będzie uwidocznione w danych cyfrowych – np. przekroczenie dopuszczalnego dziennego czasu jazdy, skrócenie wymaganej przerwy lub brak odpoczynku – i sankcjonowane podczas kontroli na równi z naruszeniami w ciężarówkach . Kary administracyjne mogą być dotkliwe: np. w Polsce za jazdę bez tachografu przewidziano karę 12 000 zł , podobne kwoty grożą za manipulacje urządzeniem. W innych krajach UE mandat za przekroczenie czasu jazdy o kilka godzin potrafi sięgnąć kilkuset euro, a nawet ponad tysiąc euro w przypadku poważniejszych naruszeń lub ich kumulacji. Co ważne, odpowiedzialność ponosi nie tylko kierowca, ale też przewoźnik – firmy będą płacić kary administracyjne, a kierowcy mandaty . Ryzyko kar przekłada się na koszty prowadzenia biznesu: firmy albo muszą wkalkulować potencjalne grzywny w działalność (lepiej jednak tego unikać przestrzegając przepisów), albo inwestować w systemy i procedury, które zapewnią zgodność. Pojawią się wydatki na sprzęt i obsługę tachografów: zakup i montaż tachografu G2V2 w jednym busie to obecnie 3,6–5,5 tys. zł netto , do tego dochodzą koszty kalibracji urządzenia (co 2 lata) oraz wydanie kart kierowców. Firmy będą musiały też gromadzić i archiwizować dane z tachografów i kart (minimum 12 miesięcy wg prawa UE) – to oznacza inwestycje w oprogramowanie lub usługi zdalnego odczytu i analizy danych. Wszystko to generuje koszt zgodności, który wcześniej dla „busiarzy” nie występował. Wreszcie, potencjalny koszt trudno mierzalny: ryzyko utraty reputacji lub nawet licencji w przypadku rażących, powtarzających się naruszeń. Pakiet Mobilności przewiduje mechanizmy utraty dobrej reputacji przewoźnika za ciężkie lub notoryczne wykroczenia – to „koszt”, którego żadna firma nie chce ponieść, więc lepiej zawczasu zainwestować w prewencję. Sumarycznie, wszystkie te nowe obciążenia finansowe muszą zostać zbilansowane przez wyższe przychody – przewoźnicy będą zmuszeni renegocjować stawki zleceń, zwłaszcza na trudniejszych odcinkach.

Największa presja cenowa – ekspresy i dalekie trasy. Zastanówmy się, w jakich typach zleceń skutki będą najbardziej odczuwalne. Presja kosztowa najmocniej dotknie transporty ekspresowe 24/7 na długich dystansach, czyli tam gdzie wcześniej bus mógł jechać non-stop z jednym kierowcą, konkurując ceną z droższymi usługami (np. lotniczymi czy ciężarówką z obsadą podwójną). Teraz, chcąc utrzymać podobny czas dostawy, trzeba opłacić dwóch kierowców lub pogodzić się z wydłużeniem tranzytu – tak czy inaczej, tanio już nie będzie. Przykładowo rynek „dopingu logistycznego” dla branży automotive (szybkie przewozy brakujących części na linię produkcyjną) czy branży farmaceutycznej odczuje wzrost cen, bo tam klienci wymagają bardzo krótkich terminów, a koszty dodatkowej obsady lub noclegów są nieuniknione. Zlecenia nocne i weekendowe również mogą podrożeć – kierowca pracujący w porze nocnej lub w godzinach nadliczbowych musi otrzymać dodatki zgodnie z prawem pracy, co dotąd bywało pomijane u kierowców busów, ale w momencie pełnej ewidencji czasu pracy (wymuszonej przez tachograf) stanie się jawne i rozliczane . Trasy wielopunktowe (wiele załadunków/rozładunków) mogą wymagać dodatkowych dni na realizację, bo postoje na obsługę ładunku „zjadają” czas pracy – co może zwiększyć koszty, jeśli klient oczekuje, że kierowca obsłuży np. 5 punktów jednego dnia (po tachografie może to być nierealne). Presja pojawi się także przy kabotażu – dotychczas bus mógł wjechać za granicę i robić kilka lokalnych dostaw tanio, bo nie miał ograniczeń czasu pracy; teraz wykonując kabotaż w innym kraju kierowca busa również musi robić pauzy i odpoczynki, co wydłuży realizację serii dostaw i potencjalnie zmniejszy ich liczbę w dozwolonym okresie 7 dni. Jeśli klient (np. platforma logistyczna) będzie chciał utrzymać tę samą ilość dostaw w krótkim czasie, być może trzeba będzie użyć dwóch pojazdów/kierowców zamiast jednego – czyli drożej. Podsumowując, wszędzie tam, gdzie dotąd „cięto koszty” kosztem pracy kierowcy (jazda ponad normy, brak odpoczynku), teraz nastąpi korekta ceny. Największe napięcie cenowe wystąpi w segmencie usług just-in-time, express i długodystansowych przewozów drobnicowych – tu stawki prawdopodobnie wzrosną, bo część firm odpadnie z rynku (nie spełniając wymogów lub przerzucając się na inne segmenty), a koszty compliance tych, co zostaną, będą wyższe. Można przewidywać, że klienci początkowo będą oporni przed akceptacją wyższych cen, ale ostatecznie rynek wymusi nowe stawki, tak by przewozy busami nadal się opłacały, tylko już na zdrowszych zasadach (bez eksploatowania kierowców ponad limit).

C. Dobre praktyki planowania

Aby sprostać nowym wyzwaniom, przewoźnicy i dyspozytorzy muszą wdrożyć dobre praktyki planowania tras z uwzględnieniem czasu jazdy i odpoczynków. Poniżej przedstawiamy kluczowe rekomendacje dotyczące planowania zmian i odpoczynków, wyboru punktów postoju i zarządzania ryzykiem parkingowym oraz komunikacji do klienta w zakresie okien czasowych dostaw.

Szczegółowe planowanie zmian i odpoczynków. Podstawą jest planowanie trasy z kalendarzem w ręku. Już na etapie przyjęcia zlecenia dyspozytor powinien przeanalizować, ile czasu zajmie realizacja zadania przy zachowaniu przepisowych przerw i odpoczynków. W praktyce warto korzystać z narzędzi, które mają funkcje planowania zgodnego z regulacjami – wiele systemów TMS/GPS potrafi wyliczyć odcinki 4,5-godzinne i zasugerować pauzy. Dobrą praktyką jest sporządzenie szczegółowego harmonogramu dla kierowcy, zawierającego orientacyjne godziny kolejnych etapów: np. wyjazd z bazy 06:00, pauza 45 min ok. 10:30 na parkingu X, dojazd do miejsca rozładunku 15:00, odpoczynek dzienny 15:30–00:30, następnego dnia wyjazd 00:30… itd. Taki plan daje kierowcy jasne wytyczne i jednocześnie pozwala wychwycić ewentualną nierealność założeń jeszcze przed wyruszeniem w trasę. Plan powinien uwzględniać zmianę kierowców, jeśli jest przewidziana – np. zaznaczyć punkt, gdzie nastąpi podmiana, i upewnić się, że obaj kierowcy będą tam na czas (drugi kierowca też musi mieć odpoczynek przed rozpoczęciem jazdy!). W przypadku podwójnej obsady w jednym pojeździe warto zaplanować z góry, co ile godzin następuje zmiana prowadzącego – np. co 4–4,5 godziny – by równomiernie rozłożyć pracę i odpoczynek obu. Ważne, by przed nocą obaj kierowcy mieli okazję choć krótkiego snu w trakcie przerw, bo nawet gdy się zmieniają, ludzka fizjologia wymaga odpoczynku – dlatego w praktyce nawet jadąc we dwóch zaleca się po ok. 9–10 godzinach jazdy zrobić dłuższą pauzę regeneracyjną, mimo że przepisy pozwalają teoretycznie jechać 21 godzin na dobę . Planowanie odpoczynków tygodniowych to kolejny aspekt: dyspozytor musi patrzeć dalej niż jedna doba. Należy tak układać grafik tras, by kierowca po maksymalnie 6 dobach pracy zrealizował przepisowy odpoczynek tygodniowy (45h lub skrócony min. 24h z późniejszą rekompensatą) . Dobre firmy planują to zawczasu – np. wiedząc, że kierowca kończy trasę w piątek wieczorem po 6 dniach jazdy, nie zaplanują mu nowego wyjazdu od soboty rano, tylko dadzą weekend wolny. Reasumując: drobiazgowe planowanie w zgodzie z normami to teraz nie opcja, a konieczność.

Wybór punktów postoju i zarządzanie ryzykiem parkingowym. Jak wspomniano, ważnym elementem planu są miejsca, w których kierowca odbędzie pauzę lub odpoczynek dobowy. Dobra praktyka to korzystanie z sprawdzonych, bezpiecznych parkingów – takich, które zapewniają dostęp do WC, jedzenia, a najlepiej są strzeżone (to istotne zwłaszcza przy cennych ładunkach, by zminimalizować ryzyko kradzieży podczas postoju). Dyspozytor powinien przekazać kierowcy listę proponowanych parkingów na trasie, zorientowanych mniej więcej w miejscach wypadających przerw. Oczywiście, elastyczność jest potrzebna – jeśli coś się przesunie, kierowca musi wiedzieć, że może np. zatrzymać się 30 km wcześniej czy dalej na alternatywnym MOP-ie. Zarządzanie ryzykiem parkingowym polega też na tym, by nie zostawiać decyzji o postoju na ostatni moment. Przykładowo, jeśli zbliża się 4,5 godziny jazdy, a planowany parking jest pełny, kierowca nie powinien jechać dalej „byle znaleźć miejsce” przekraczając limit – powinien albo zatrzymać się wcześniej (mniej wygodnie, ale bezpiecznie prawnie), albo skorzystać z wyjątku przewidzianego w przepisach. Warto tu wspomnieć, że przepisy Mobilności dopuściły pewną elastyczność w wyjątkowych sytuacjach: kierowca może przekroczyć dzienny czas prowadzenia o maksymalnie 1 godzinę (lub 2 godziny, jeśli dodatkowo zrobi 30 min pauzy przed tym wydłużeniem) wyłącznie po to, by dojechać do miejsca odpoczynku dziennego lub tygodniowego . Oznacza to np., że jeśli brakuje mu 30 minut jazdy do dojazdu do hotelu czy domu, wolno mu to zrobić, ale musi to uzasadnić i odnotować (np. „brak wolnego miejsca na wcześniejszym parkingu”). Dyspozytorzy powinni jednak traktować tę możliwość awaryjnie, a nie jako normę przy planowaniu. Dobre planowanie to takie, które nie wymaga naginania przepisów. W praktyce firmy wdrażają systemy monitoringu GPS sprzężone z danymi z tachografu – dyspozytor na bieżąco widzi, ile czasu jazdy zostało kierowcy – i mogą np. zawczasu zaalarmować kierowcę: „Kończy Ci się czas, zjedź na najbliższy parking za 10 km, nie ryzykuj jazdy dalej”. Taka kultura bezpieczeństwa i przestrzegania limitów powinna być w firmie jasno promowana.

Komunikacja z klientem – ustalanie okien czasowych. Nowe realia wymagają też edukacji i odpowiedniej komunikacji zleceniodawców. Klient, który przez lata przyzwyczaił się, że „busik dojedzie z punktu A do B w 15 godzin bez przerwy”, musi zrozumieć, że teraz legalnie jest to niemożliwe w takim czasie – a dobra firma transportowa nie będzie łamać prawa, by dotrzymać nierealistycznego terminu. Dlatego już na etapie ofertowania i przyjmowania zlecenia należy jasno uzgadniać realistyczne czasy dostawy, uwzględniające obowiązkowe odpoczynki. Coraz częściej przewoźnicy wprost informują klientów o nowych przepisach – np. w newsletterach czy komunikatach – aby uprzedzić, że od lipca 2026 pewne trasy będą trwały dłużej lub wymagały dopłaty za drugiego kierowcę. Ustalanie okien czasowych zamiast sztywnych godzin jest tu bardzo pomocne. Zamiast obiecywać, że dostawa będzie na pewno o 8:00 rano, lepiej umówić się na okno np. 8:00–10:00. Daje to margines na ewentualne nieprzewidziane zdarzenia i pozwala kierowcy zgodnie z prawem zrobić pauzę, jeśli np. utkwi w korku, bez natychmiastowego łamania obietnicy. Oczywiście okno czasowe musi być uzasadnione dystansem i przepisami – dyspozytor powinien potrafić wyjaśnić klientowi: „Nasz kierowca wyjedzie o 6:00, zgodnie z przepisami może jechać maksymalnie do ~15:00 z jedną pauzą, więc dostawa przewidziana jest późnym popołudniem – stąd okno 17:00–19:00”. Transparentność w komunikacji zyskuje na znaczeniu: lepiej od razu podać realny czas niż potem tłumaczyć się z opóźnienia spowodowanego obowiązkowym odpoczynkiem. Wielu klientów, zwłaszcza z sektora B2B, już teraz docenia firmy, które grają w otwarte karty i dbają o bezpieczeństwo – dla nich informacja, że „kierowca musi zrobić pauzę zgodnie z prawem” jest w pełni akceptowalna, byle wiedzieli o tym z wyprzedzeniem. Dobrą praktyką jest także szybka komunikacja w razie nieprzewidzianych zmian – np. jeśli załadunek opóźnił się o 3 godziny i w związku z tym dostawa przesunie się na kolejny dzień (bo kierowca musi w międzyczasie odebrać odpoczynek dobowy), należy niezwłocznie poinformować zleceniodawcę i zaproponować nowe okno dostawy. Być może klient zdecyduje się np. na rozładowanie w nocy, jeśli to możliwe, aby nie tracić kolejnego dnia – takie rzeczy da się uzgodnić, ale tylko przy proaktywnej komunikacji. Podsumowując, ustalanie realnych okien czasowych, informowanie o postępach transportu i ewentualnych zmianach to teraz kluczowe elementy obsługi klienta w branży przewozów busami. Dzięki temu klient czuje się bezpiecznie, bo wie, że mimo nowych ograniczeń jego ładunek jest pod kontrolą i dotrze w umówionym, realnym terminie.

D. Ryzyka: kiedy najczęściej dochodzi do naruszeń

Mimo najlepszych praktyk, w codziennej gonitwie transportowej zawsze istnieje pokusa lub ryzyko przekroczenia przepisów. Warto zidentyfikować kiedy najczęściej dochodzi do naruszeń i jak dyspozytor może „zatrzymać” to ryzyko, zanim będzie za późno. Oto typowe sytuacje podwyższonego ryzyka:

1. Ekspres 24/7 (przewóz „na już”). Gdy pojawia się zlecenie typu must-go, np. pilna dostawa na produkcję „na wczoraj”, presja czasu jest ogromna. Przed erą tachografów kierowcy busów bywali wysyłani w trasę non-stop, często samemu decydując się jechać bez odpoczynku, by dowieźć ładunek o czasie. Teraz każdy taki kurs będzie w pełni rejestrowany, więc jeśli ktoś spróbuje jechać 20 godzin bez przerwy – natychmiast wykaże to wykresówka cyfrowa. Ryzyko naruszenia jest tu ekstremalnie wysokie, bo wymaganie dostarczenia czegoś w trybie 24/7 przez jednego kierowcę z definicji oznacza złamanie przepisów (przekroczenie dopuszczalnego czasu jazdy dziennej, brak odpoczynku dobowego). Rolą dyspozytora jest zidentyfikować takie zlecenie i zawczasu podjąć działania: albo zaplanować podwójną obsadę, albo uprzedzić klienta o wydłużonym czasie dostawy. Najgorsze, co może zrobić planista, to „liczyć, że może się uda szybciej” – to prosta droga do naruszenia. Dlatego w firmach transportowych przyjmuje się zasadę: żadne zlecenie nie jest na tyle pilne, by łamać przepisy i narażać firmę na utratę licencji. Jeśli klient upiera się na nieludzko krótki termin – lepiej go edukować lub nawet odmówić, niż kombinować. Dyspozytor powinien mieć wsparcie szefa w takich decyzjach, bo często to on musi przekazać trudną wiadomość: „Nie dowieziemy jutro rano, najwcześniej popołudniu, bo kierowca musi odpocząć”. W dłuższej perspektywie rynek się do tego przyzwyczai, tak jak przyzwyczaił się w przewozach ciężarowych.

2. Trasy nocne. Nocna jazda sama w sobie nie jest zabroniona, ale niesie większe zmęczenie kierowcy i pewne ograniczenia prawne. Według wielu krajowych regulacji pracy kierowców, jeśli praca odbywa się w porze nocnej (np. między 0:00 a 5:00), maksymalny łączny czas pracy może być ograniczony (w UE mówi się o 10 godzinach pracy w nocy, choć akurat rozporządzenie 561/2006 bezpośrednio dotyczy głównie czasu jazdy). Ryzyko pojawia się, gdy kierowca jedzie całą noc bez właściwego wypoczynku za dnia. Może wówczas odczuwać silną senność nad ranem, rośnie prawdopodobieństwo mikrodrzemek i wypadków. Dyspozytor musi uważać, by nie planować kierowcy intensywnej nocnej jazdy tuż po wcześniejszym dziennym kursie. Przykład ryzykownej sytuacji: kierowca dostarcza ładunek o 18:00 i zgodnie z poleceniem ma od razu jechać następny kurs nocny – formalnie może (bo mija wymagany 9h odpoczynek? Niekoniecznie, zależy od sytuacji), ale praktycznie będzie ekstremalnie zmęczony nad ranem. Naruszenia nocne mogą polegać na przekroczeniu dozwolonego czasu pracy całkowitej, jeśli kierowca nieprzerwanie pracuje nocą i dniem. Dyspozytor powinien „zatrzymać” ryzyko poprzez zapewnienie kierowcy odpowiedniego odpoczynku przed nocną trasą. Jeśli wiemy, że czeka go nocny przejazd, zaplanujmy, by poprzedniego dnia skończył pracę wcześniej i mógł się przespać kilka godzin przed ruszeniem w noc. Ponadto w nocy mniej jest miejsc czynnych na pauzę – ryzyko parkingowe rośnie, bo zamknięte mogą być stacje benzynowe, parkingi strzeżone bywają pełne już wieczorem. Więc nocą łatwiej też o wymuszone naruszenie (bo np. kierowca krąży szukając miejsca na pauzę). Dobre praktyki: planować krótsze odcinki nocne (jeśli to możliwe), wskazywać 24h czynne MOP-y, a przede wszystkim monitorować stan kierowcy. W nowoczesnych firmach kierowcy nie są już anonimowi – dyspozytor może zadzwonić i zapytać „Czy dasz radę jechać dalej czy potrzebujesz przerwy już teraz?”. Lepiej zrobić dodatkowy postój, nawet poza planem, niż ryzykować.

3. Wielopunktowe trasy (wiele załadunków/rozładunków). Gdy bus zbiera towar z kilku miejsc albo rozwodzi do wielu odbiorców, wzrasta ryzyko błędnego oszacowania czasu i w efekcie – naruszenia. Każdy punkt załadunku/rozładunku to nie tylko czas postoju (nierzadko nie krótszy niż 30–60 minut, a bywa że wiele godzin), ale też zmęczenie związane z pracami  załadunkowymi. Kierowcy busów często pomagają przy załadunku, zabezpieczają towar, wypełniają dokumenty – to wszystko jest czas pracy inny niż jazda, ale nadal czas pracy. W efekcie może się zdarzyć, że kierowca spędzi pół dnia na obsłudze kilku punktów, a dopiero potem rusza w drogę dłuższy odcinek między miastami. Nietrudno przekroczyć limit 13 godzin łącznej aktywności (jazda + inne prace), po których powinien nastąpić odpoczynek dobowy. Ryzyko naruszenia pojawia się najczęściej pod koniec takiej złożonej trasy: np. kierowca o 8:00 zaczął załadunki, do 14:00 odwiedził 5 miejsc (prowadząc między nimi krótkie odcinki), a o 14:00 ma jeszcze 4 godziny drogi do finalnego odbiorcy. Może mu się wydawać, że zdąży do 18:00 – ale przecież od 8:00 do 18:00 minie 10 godzin jazdy+pracy, a jeszcze należałaby się 45 min pauza w międzyczasie. W praktyce prawdopodobnie zabraknie mu czasu i powinien zrobić odpoczynek dobowy przed dotarciem do ostatniego punktu. Jak zapobiegać: przede wszystkim, realistycznie planować ilość punktów na trasie. Jeśli system liczy nam, że kierowca obskoczy 8 punktów w jeden dzień – zastanówmy się, czy to fizycznie możliwe zgodnie z 561/2006. Często lepiej podzielić trasę na dwa dni (nawet jeśli klient liczył na wszystko w jednym) niż pchać kierowcę w oczywiste przekroczenia. Dyspozytor powinien też monitorować tempo – jeśli widzi, że kierowca utknął dłużej na którymś załadunku i już wiadomo, że nie zdąży do kolejnych w planowanym czasie, należy przeorganizować plan na bieżąco. Np. przełożyć część dostaw na następny dzień (uzgadniając to z odbiorcami) albo przekazać część ładunków innemu kierowcy, jeśli jest taka możliwość. Kluczowe jest, by nie dopuścić do sytuacji, w której kierowca czuje presję „mam 2 punkty, a została godzina jazdy do końca czasu – może jakoś się uda”. To recepta na kłopoty. Rolą dyspozytora jest w porę powiedzieć „Stop, robimy pauzę/kończymy dziś, reszta jutro” i wziąć na siebie rozmowy z klientem.

4. Opóźnione załadunki/rozładunki. Nawet najlepiej ułożona trasa może się posypać, gdy załadunek jest opóźniony z winy nadawcy, albo rozładunek przeciąga się u odbiorcy. Tego typu nieprzewidziane sytuacje są w logistyce codziennością. Niestety, generują one duże ryzyko naruszeń, bo kierowca często chcąc „nadgonić” stracony czas, rezygnuje z przerwy lub jedzie dłużej, niż powinien. Przykładowo: kierowca miał ruszyć o 10:00, ale załadunek skończył się dopiero o 14:00 – jest 4 godziny „w plecy”. Klient jednak nadal oczekuje dostawy np. jutro rano. Kierowca kalkuluje, że gdyby jechał bez przerwy całą noc, to może zdąży. To bardzo niebezpieczny tok myślenia, który dyspozytor musi przerwać stanowczo. W sytuacji znacznego opóźnienia załadunku trzeba przeplanować trasę: może przesunąć dostawę, może dołożyć drugiego kierowcę w połowie drogi, może podmienić kierowcę po drodze. Rozwiązań jest kilka, ale żadne nie powinno zakładać złamania przepisów przez kierowcę. Ważne jest, by dyspozytor pozostał w kontakcie z miejscem załadunku – jeśli widzi, że czas leci, a auto nadal stoi pod rampą, już w tym momencie warto powiadomić dział handlowy czy bezpośrednio klienta, że termin dostawy jest zagrożony z przyczyn niezależnych. Często udaje się wynegocjować np. dostawę kilka godzin później (odbiorca znajdzie kogoś na drugą zmianę lub przełoży na rano następnego dnia). W każdym razie nie wolno przemilczeć opóźnienia i liczyć na cud – bo to się zazwyczaj kończy desperacką decyzją kierowcy, by „ciąć pauzę” albo gnać na złamanie karku, żeby nie dostać bury od szefa/klienta. I tu ważna rola kadry zarządzającej: kultura bezpieczeństwa w firmie musi dawać kierowcy pewność, że nie zostanie ukarany za dostarczenie towaru później z powodu przestrzegania przepisów, podczas gdy za złamanie przepisów konsekwencje byłyby surowe. Tylko wtedy kierowcy sami będą unikać naruszeń. Dyspozytor jest tym ogniwem, które ma pełny obraz sytuacji i może „zatrzymać ryzyko” zanim do niego dojdzie – widzi opóźnienie, rozumie regulacje, podejmuje decyzję: „jedziemy zgodnie z przepisami, trudno, będzie później”. Musi mieć odwagę i upoważnienie, by tak zadecydować i zakomunikować to dalej.

Oprócz powyższych, warto wspomnieć o ryzykach specyficznych dla kabotażu. Kabotaż, czyli przewozy wewnątrz jednego kraju po transporcie międzynarodowym, stał się popularny także wśród busów. Teraz tachografy ułatwią egzekwowanie jego zasad – tachograf 2.0 rejestruje przekroczenia granic i miejsca załadunku/rozładunku, dzięki czemu inspektor szybko sprawdzi, czy wykonano więcej niż dozwolone 3 operacje kabotażowe w 7 dni . Naruszenia kabotażu (np. 4. dostawa w kraju zamiast maksymalnie 3, lub przekroczenie 7-dniowego limitu) będą zatem łatwe do wychwycenia. Choć to nie kwestia czasu jazdy, warto tu wspomnieć, że ryzyko kar przy błędnym zaplanowaniu kabotażu jest bardzo wysokie – kary sięgają 1000–2000 € za każdą nadprogramową operację w różnych krajach . Dyspozytor planujący trasę kabotażową musi więc pilnować zarówno czasu pracy kierowcy, jak i liczyć operacje i dni. Jeśli np. kierowca rozwozi paczki w ramach kabotażu we Francji i ma już 3 rozładunki, czwartą dostawę absolutnie trzeba powierzyć lokalnemu przewoźnikowi lub odpuścić, bo inaczej narażamy się na pewną karę. Często ryzyko naruszeń kabotażu idzie w parze z presją czasu – firma próbuje „jeszcze upchnąć jeden stop”, by szybko zgarnąć dodatkowy fracht, ale to dyspozytor powinien powiedzieć „stop, nie możemy tego zrobić legalnie”. W nowej rzeczywistości tachografowej nie ma szans, że to ujdzie uwadze kontrolerów.

Podsumowując, najczęstsze naruszenia będą wynikać z presji czasowej – albo narzuconej przez klientów, albo z nieprzewidzianych zdarzeń. Rola dyspozytora jako „strażnika zgodności” bardzo zyska na znaczeniu. Musi on na bieżąco analizować plan i sytuację na trasie, identyfikować punkty zapalne (ekspres, noc, opóźnienie, dodatkowy stop ponad limit) i podejmować działania zapobiegawcze. Czasem będzie to trudna rozmowa z handlowcem czy klientem, czasem organizacja wsparcia (drugi kierowca, zmiana trasy), ale lepiej stawić czoła problemowi zawczasu niż później tłumaczyć się z mandatów lub – co gorsza – z wypadku przemęczonego kierowcy.

E. Proces operacyjny w AMG-Trans

Jak te wszystkie zmiany wdrożyć w praktyce? Przeanalizujmy proces operacyjny na przykładzie firmy AMG-Trans, która świadczy międzynarodowe przewozy ekspresowe busami w UE. Omówimy ich standardy planowania, weryfikację zgodności i procedury eskalacji oraz sposób realizacji SLA i komunikacji statusowej do klienta. Dzięki temu zobaczymy, jak teoria przekłada się na konkretne działania operacyjne.

Standardy planowania tras w AMG-Trans. Firma AMG-Trans, wychodząc naprzeciw nowym wymogom, wdrożyła ścisłe wewnętrzne standardy planowania każdej trasy. Po przyjęciu zlecenia, dyspozytor przygotowuje plan przejazdu uwzględniający wszystkie ograniczenia czasu jazdy i odpoczynku – korzysta przy tym z profesjonalnego oprogramowania, które automatycznie zaznacza punkty wymaganych przerw co 4–4,5 godziny jazdy oraz pilnuje dziennego limitu 9 godzin. Żaden plan nie może przekroczyć tych norm – system zablokuje zamknięcie zlecenia, jeśli harmonogram jest niezgodny z przepisami. Jeśli zlecenie wymaga przekroczenia 9h jazdy w dobie lub nocnej pracy, procedura AMG-Trans nakazuje zaplanowanie dwuosobowej obsady lub przerzucenie części trasy na kolejny dzień. Na przykład, gdy klient zamawia transport 1200 km „na już”, system automatycznie sugeruje „Dodaj drugiego kierowcę” – dopiero po przypisaniu dwóch kierowców plan może zostać zatwierdzony. Każdy plan zawiera także wskazane miejsca odpoczynku: AMG-Trans posiada bazę sprawdzonych parkingów i hoteli w całej Europie, z której dyspozytor wybiera punkty dla pauz i noclegów. Preferowane są bezpieczne lokalizacje (monitorowane parkingi, znane stacje), co zwiększa szansę, że kierowca odbierze odpoczynek bez zakłóceń (i np. nie padnie ofiarą kradzieży ładunku, co jest dodatkowym ryzykiem podczas postojów). Standard firmy przewiduje także uwzględnienie kabotażu: jeśli trasa obejmuje operacje kabotażowe, system planowania wymusza wpisanie numeru międzynarodowego listu przewozowego poprzedzającego kabotaż oraz liczy kolejne dostawy w danym kraju. Nie pozwoli zaplanować czwartej dostawy kabotażowej ani trasy dłuższej niż 7 dni w jednym kraju po zakończeniu przewozu międzynarodowego – takie zlecenie wymaga zatwierdzenia kierownika operacyjnego z wyjaśnieniem (co w praktyce oznacza, że zostanie odrzucone lub zmodyfikowane). Dzięki temu AMG-Trans organizuje transport zgodnie z wymogami kabotażu i unika ryzyka kar przy ewentualnej kontroli . Ogólnie rzecz biorąc, na etapie planowania firma przyjmuje zasadę „najpierw zgodność, potem szybkość” – żadna trasa nie zostanie zatwierdzona do realizacji, jeśli nie spełnia wymogów czasu pracy kierowców.

Weryfikacja zgodności i procedury eskalacji. Mimo najlepszego planu, życie pisze własne scenariusze – dlatego w AMG-Trans działa system wielopoziomowej kontroli i reagowania na odchylenia. Po ułożeniu planu przez dyspozytora, jest on weryfikowany przez starszego specjalistę ds. operacji pod kątem zgodności z przepisami i realności założeń. Taki „drugi komplet oczu” może wychwycić np. zbyt optymistyczne założenia czasów przejazdu między punktami (które mogłyby zmusić kierowcę do przekroczenia prędkości lub czasu jazdy). Jeśli wszystko gra, plan zostaje zatwierdzony i przekazany kierowcy. W trakcie realizacji z pomocą przychodzi telematyka: pojazdy AMG-Trans są wyposażone w inteligentne tachografy G2V2 oraz moduły GPS połączone z centrum dyspozytorskim. Dyspozytorzy na bieżąco monitorują czas jazdy pozostały kierowcy, aktualną pozycję i ewentualne opóźnienia względem harmonogramu. System generuje alerty, jeśli np. kierowcy zostaje 30 minut do wyczerpania 4,5h jazdy, a on nadal jest w ruchu – dyspozytor natychmiast kontaktuje się z kierowcą upewnić się, że ten planuje przerwę na czas. Podobnie, jeśli pojazd nie rusza z postoju o planowanej godzinie (np. załadunek się przeciąga), dyspozytor otrzymuje powiadomienie i eskaluje sprawę: najpierw do samego załadowcy/kierowcy (żeby poznać przyczynę), a jeśli opóźnienie zagraża terminowi dostawy lub spowoduje potencjalne naruszenie czasu pracy – eskalacja idzie wyżej. AMG-Trans ma zdefiniowane progi eskalacji: przy >1h opóźnienia załadunku – informowany jest kierownik operacyjny; przy >3h – dyrektor logistyki oraz dział handlowy odpowiedzialny za kontakt z klientem. Celem jest szybkie podjęcie decyzji korygujących plan: np. wysłanie dodatkowego kierowcy na trasę (jeśli to możliwe logistycznie), zmiana miejsca odpoczynku (kierowca może skrócić odcinek dzienny, jeśli i tak nie zdąży do celu – lepiej by odpoczął wcześniej), czy negocjacja z klientem nowych ustaleń. Weryfikacja zgodności dotyczy też post factum: po zakończonym zleceniu zespół ds. compliance analizuje dane z tachografu. Sprawdzane jest, czy nie doszło do żadnego naruszenia – jeśli tak, jest to raportowane wewnętrznie jako incydent. Firma wyciąga konsekwencje: np. kierowca i dyspozytor są zobowiązani do złożenia wyjaśnień, szkoleni ponownie z przepisów, a przy rażących uchybieniach przewidziane są kary regulaminowe. Dzięki temu uczą się na błędach i starają się nie powtórzyć sytuacji. Warto dodać, że system tachografów automatycznie rejestruje przekroczenia granic oraz czasy załadunków/rozładunków (poprzez manualne wpisy przez kierowcę lub integrację z e-CMR). AMG-Trans wykorzystuje te dane do sprawdzania legalności kabotażu – dział compliance co tydzień generuje raport kabotażowy z tachografów, aby upewnić się, że nigdzie nie dokonano >3 operacji i zachowano regułę „cooling-off” (4 dni przerwy przed kabotażem w tym samym kraju). Gdyby system wykrył nieprawidłowość, natychmiast następuje eskalacja do kierownictwa i kontakt z lokalnym oddziałem firmy, by naprawić sytuację zanim ktoś zostanie złapany na kontroli. Na szczęście, przy dobrym planowaniu nie mieli takiego przypadku.

SLA i komunikaty statusowe do klienta. AMG-Trans wyróżnia się na rynku transparentną komunikacją z klientami, co stało się jeszcze ważniejsze po wprowadzeniu ograniczeń czasu pracy. W umowach z klientami (SLA) firma zawarła zapisy, że przewozy realizowane będą zgodnie z obowiązującymi przepisami o czasie pracy kierowców, a podawane czasy dostaw są estymowane z uwzględnieniem tych przepisów. Innymi słowy, klient jest z góry świadomy, że np. w przypadku bardzo długiego transportu przewóz może potrwać dwie doby, bo kierowca musi odpocząć – i akceptuje to w zamian za gwarancję bezpieczeństwa i braku problemów prawnych. Ponadto SLA przewiduje okna czasowe dostaw zamiast sztywnych terminów, co daje elastyczność, o której była mowa wcześniej. Jeśli jednak ustalony zostanie konkretny termin lub wąskie okno, AMG-Trans gwarantuje jego dotrzymanie – nawet jeśli miałoby to oznaczać dodatkowe koszty po ich stronie (np. podstawienie drugiego kierowcy awaryjnie). Klient płaci wyższą stawkę za ekspres, ale ma pewność, że firma dołoży wszelkich starań legalnymi środkami, by termin spełnić. Komunikaty statusowe są wysyłane automatycznie z systemu: klient otrzymuje powiadomienie e-mail/SMS gdy ładunek został podjęty, gdy przekracza granicę (to też forma zapewnienia, że kabotaż jest legalny – klient widzi, że towar wjechał do kraju docelowego z zagranicy), oraz gdy kierowca zaczyna odpoczynek dobowy (wtedy podawany jest ETA po odpoczynku). Przykład: „Godz. 22:00 – Kierowca zakończył dzisiejszą jazdę (odpoczynek nocny, wymagany przepisami). Planowany wyjazd: jutro 07:00, dostawa ok. 13:00.” – taki komunikat pozwala klientowi spokojnie zaplanować rozładunek, wiedząc że przerwa to nie widzimisię kierowcy, tylko wymóg. Jeśli w trasie wydarzy się coś nieplanowanego (np. opóźnienie przez korek skutkujące koniecznością opóźnienia pauzy), dyspozytor natychmiast informuje klienta o zmodyfikowanym ETA. Dzięki temu nie ma nerwowego oczekiwania – klient jest utrzymywany na bieżąco w pętli informacji. AMG-Trans wypracował też procedurę na wypadek groźby naruszenia: jeżeli z jakiegoś powodu kierowca zbliża się do limitu i istnieje ryzyko, że dostawa się opóźni, jeszcze zanim dojdzie do naruszenia informowany jest klient z wyjaśnieniem sytuacji i propozycją rozwiązania (np. „Ze względu na wypadek na autostradzie kierowca nie zdąży dojechać do magazynu przed upływem czasu pracy – czy akceptują Państwo dostawę następnego dnia rano, czy mamy organizować tranzyt innym pojazdem?”). Taka otwarta komunikacja sprawia, że klienci ufają AMG-Trans, bo wiedzą, że firma nie zataja problemów i zawsze stara się je rozwiązać w ramach zgodności z prawem.

Na koniec warto podkreślić, że AMG-Trans traktuje nowe przepisy nie jako zagrożenie, ale jako szansę na podniesienie standardów. Już teraz chwalą się, że ich kierowcy busów stali się pełnoprawnymi kierowcami zawodowymi – z ewidencją czasu pracy, szkoleniami i poszanowaniem zasad identycznym jak w transporcie ciężkim . Choć wiąże się to z kosztami i dodatkowymi formalnościami, w dłuższej perspektywie firma liczy na korzyści: bardziej wypoczęci kierowcy, mniej wypadków, brak kar i utraty licencji oraz uczciwsza konkurencja na rynku . Proces operacyjny został dostosowany tak, by sprostać tym wymaganiom – bo w branży TSL wygrywać będą ci przewoźnicy, którzy potrafią zapewnić terminowość i legalność jednocześnie. Dzięki opisanym standardom planowania, kontroli i komunikacji, AMG-Trans zamierza utrzymać przewagę konkurencyjną nawet „po tachografach”, dostarczając usługi łączące szybkość z zgodnością. Wyzwania są duże, ale z tak przygotowanym zespołem i procedurami – osiągalne.

Polecamy
  • All Posts
  • Kabotaże w EU
  • Raport
  • Spedycja międzynarodowa
  • Transport ADR
  • Transport drogowy do 3,5 t
  • Transport ekspresowy
Skontaktuj się z nami

Dowiedz się jak możemy ci pomóc. Wypełnij krótki formularz.